Nie odwracaj się od słońca

autor:
gatunek:
dramat
liczba postaci:
2
opis:
Bohaterkę „Nie odwracaj się” poznajemy w dniu, w którym odchodzi na emeryturę. Ma pięćdziesiąt pięć lat, wygląda na czterdzieści ("no, na czterdzieści pięć"), czuje się jakby miała osiemdziesiąt. Jej małżeństwo nie należało do udanych, synem trudno się pochwalić, kariery też nie zrobiła. Nic nie wskazuje na nagłą zmianę, kiedy w życiu Clare nagle pojawia się miłość, a z nią radość, szczęście, spełnienie i chęć do życia. Jednak bajka nie trwa długo. Clare musi zmierzyć się ze śmiertelną chorobą. Przytłoczona lękiem nie chce stawić czoła zagrożeniu i powoli zapada się w sobie, rezygnując ze wszystkiego, czym obdarzył ją los. "Nie odwracaj się od słońca" to trudny tekst o strachu przed śmiercią i cierpieniem, o rezygnacji, ucieczce i samotności. Sztuka - sen, sztuka - przestroga. Z pozytywnym zakończeniem. Teoretycznie dwuosobowa, choć w rzeczywistości to monolog dla aktorki (rola męska zredukowana do jednej kwestii).
fragment tekstu:
Zadzwoniłeś parę dni później. Zaprosiłeś mnie na koncert. Jazzowy! I ja się zgodziłam! Umówiłam się z obcym facetem. Może powinnam zadzwonić i odwołać spotkanie? O nie! – pomyślałam. Przecież nikt mi nie mówi, co mam robić. Mogę iść, gdzie chcę i z kim chcę. Rządy Raymonda skończyły się już dawno. Postanowiłam, że pójdę na ten koncert. A co!

W tej sytuacji został tylko jeden dylemat. W co się ubrać. Odwieczny dylemat samic homo sapiens, które znalazły się w podobnej sytuacji. W ciągu paru minut zawartość szafy zaczęła kłębić się w kolorowych falach na łóżku. Szkoda, że tego nie widziałeś:

- To za poważne.
- To się nie nadaje.
- Zaplamione. Ale czym? Buraczki?
- Tu się nie dopina.
- Nie, nie, to nie.
- W tym wyglądam staro.
- To mnie pogrubia.
- Za lekkie na jesień.
- Do tego nie mam butów.
- Gdzie się podziała spódnica od tego kompletu?
- Ja mam taką bluzkę? Ja kupiłam coś takiego? Na pewno nie!
- To do siebie nie pasuje. A może z tym? Też źle.
- Jak na pogrzeb.

Sytuacja przedstawiała się beznadziejnie. Jak zwykle, na każdej szerokości geograficznej, przed każdą szafą otwieraną w podobnych okolicznościach. I skończyło się tym samym, co na każdej szerokości geograficznej. Zakupami.

Po koncercie siedzieliśmy przy butelce wina. Piłam bardzo ostrożnie, bo za dobrze pamiętałam swoje ostatnie występy. Prawie nie rozmawialiśmy, ale zawieszona między nami cisza nie była niezręczna. To była przyjazna cisza ludzi, którzy dobrze czują się w swoim towarzystwie i nie muszą ciągle paplać, żeby utrzymać się na powierzchni. Też tak czułeś? Po jakimś czasie zapytałeś, czy chcę już wracać do domu. Po co? Kto na mnie czekał w czterech ścianach? Kilka roślin doniczkowych? Podlewałam je zresztą rano, więc zapewne miały moją obecność, delikatnie mówiąc, gdzieś. Mogłam zostać.

Chciałeś, żebym ci o sobie opowiedziała. Pytałeś, co lubię, co mnie interesuje, czego się boję, jakie mam marzenia, co mnie śmieszy, co denerwuje… Dlaczego? Nikt nigdy nie zadawał mi takich pytań.

Znaliśmy się na dobrą sprawę parę godzin, a byłeś człowiekiem, który wiedział o mnie najwięcej na świecie.

I było mi z tym dobrze.

Książka tygodnia

Muzyczne narracje o kochankach z Werony
Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
Małgorzata Pawłowska

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...