Nie tknięte przez rosyjską cenzurę

Książka ta ucieszy nie tylko smakoszy teatru operowego zanurzonego w kulturze staropolskiej. Obszerna, pięknie ilustrowana i świetnie udokumentowana. A co szczególnie ważne napisana z powieściową swadą.

„Straszny Dwór, czyli sarmackie korzenie Niepodległej" Jacka Kowalskiego pozostaje w ścisłym związku z obchodzonym Rokiem Moniuszkowskim. W dwusetne urodziny twórcy polskich najważniejszych widowisk operowych.

W światowym kanonie teatru operowego uosabiających najbardziej wizerunkowo polskiego ducha i tradycję kulturową. Kowalski, co łatwo zauważyć czytając nawet pobieżnie, a cóż dopiero wnikliwie, czuje kulturę staropolską jak mało kto. Wydał kilkadziesiąt książek o kulturze dawnej Polski i Francji oraz tłumaczenia poezji starofrancuskiej. A to, że w wolniejszej chwili koncertuje z gitarą i śpiewa utwory własne i cudze w swoich przekładach, sympatycznie wychyla sylwetkę uczonego profesora poza sztampę i czyni osobowościowo ciekawszym.

Kowalski nie koncentruje się wyłącznie na tym, co było w partyturze i libretcie w czasie prapremiery „Strasznego dworu", ale, co smakowite, w równej mierze na źródłach i następstwach wcześniejszych założeń Moniuszki i autora libretta Chęcińskiego. A to każe interesująco zweryfikować schematyczną jednolitość scenicznego spojrzenia na „Straszny dwór" czasami obowiązującą również współcześnie. Kowalski publikuje pierwotne libretto w stanie w chwili przygotowań do prapremiery.

Nie tknięte jeszcze przez rosyjską cenzurę. To także przybliża pierwotne zamiary Moniuszki, kiedy układał „Straszny dwór" opierając kompozycję na równie oryginalnym tekście Chęcińskiego.

Dodatkowy smaczek, to dołączony do książki kompakt z ariami w stylowych interpretacjach Słonickiej, Hiolskiego i Ładysza. Świetnie ubarwiają i tak zajmującą lekturę.



Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny
29 maja 2019