Notice: Undefined index: banner1 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 65  
Notice: Undefined index: banner2 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 72  
Notice: Undefined index: banner3 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 79  

Dukaj & Opryński? Transcendentalnie!

"Lód" - reż. Janusz Opryński - Teatr Provisorium w Lublinie

„Lód" Jacka Dukaja nie jest lekturą łatwą i przewidywalną, podobnie jak spektakl Teatru Provisorium o tym samym tytule, dlatego moja recenzja również nie będzie mieściła się w recenzyjnych standardach. Swoje spotkanie z Jackiem Dukajem i Teatrem Provisorium opiszę w formie trzech krótkich wywodów, w których poruszę interesujące mnie wątki.

O erudycji Jacka Dukaja i o moich podchodach doń

O Jacku Dukaju słyszałam dotychczas niewiele, nie przerabia się go w szkole ani na studiach. Do nieznanej lektury zachęcił mnie afisz Teatru Provisorium,  na który natknęłam się jesienią 2013 roku. Nie zastanawiając się wiele, niemal natychmiast podążyłam w kierunku znajdującej się niedaleko biblioteki. Chwila niecierpliwości i mam...wielką ... ciężką ... i przerażającą objętościowo książkę. Szybko spojrzałam na ostatnią stronę – 1045 stron! Czy to w ogóle da się przenieść na scenę? Pomyślałam, że ta przepastna narracja z góry skazana jest na porażkę. Z czytaniem nie było lepiej. Książkę brałam do ręki, po czym szybko odkładałam na miejsce, by po pewnym czasie ponownie po nią sięgnąć. Jak mnie wykurzały te nie mające końca filozoficzno-logiczne wywody, mimo wszystko do lektury wracałam, za każdym razem bardziej cierpliwa, pokorna i skruszała. Z czasem alternatywny świat stworzony przez pisarza wciągną mnie na dobre, choć przyznaję, że nie było łatwo. „Lód" to książka intelektualnie wymajająca, to nie jest lektura do poduszki. Przeciwnie, zmusza czytelnika do maksymalnego skupienia, angażuje intelektualnie i emocjonalnie. To, co mnie uderzyło bodaj najbardziej, to niebywała erudycja autora. Pisarz doskonale zna literaturę i historię, z łatwością żongluje stylami. Obok postaci literackich znajdują się także te znane z historii jak Józef Piłsudski, Grigorij Rasputin czy słynny naukowiec Nikola Tesla. Pojawiają się liczne nawiązania do Gombrowicza, Kafki, Dostojewskiego, Mickiewicza a nade wszystko do Manna i jego „Czarodziejskiej Góry". Powieść Thomasa Manna została wydana w roku 1924, akcja „Lodu" również zaczyna się w tym samym roku. Obie książki opisują pewien specyficzny świat, w obu też nie brakuje filozoficznych dysput o kształt świata. Jacek Dukaj zaproponował rzecz nietypową, albowiem odwrócił bieg historii. W 1908 roku na Syberięspada meteoryt, składający się z fikcyjnego minerału o nazwie tungetyt. Ów nieznany minerał ma dziwną właściwość, a mianowicie obniża temperaturę, na skutek czego, najpierw Syberię i całą Rosję, po czym Europę ogarnia totalne zlodowacenie. Panują ogromne mrozy, którym towarzyszą Lute – aktywne bryły lodu, swego rodzaju organizmy czy twory, które obniżają temperaturę. Rzeczywistość, a tym samym bieg historii zostaje zamrożony. Nie było I Wojny Światowej, zatem nie ma też niezależnej Polski. Świat dzieli się na tych, co pragną ocieplenia i na tych, co usiłują utrzymać niską temperaturę. Benedykt Gierosławski zostaje wysłany Koleją Transsyberyjską do Irkucka, gdzie niegdyś został zesłany jego ojciec Filip, który podobno potrafi porozumiewać się z Lutymi. Niekończąca się podróż przynosi szereg nowych znajomości, którym towarzyszą filozoficzne rozmowy o religii, prawdzie, miłości, samotności, postępie i granicach nauki. Jednichcą zabić Benedykta, inni widzą w nim szansę na ocalenie, on sam zaś w miarę odkrywania własnej tożsamości i dostrzegania prawdy o samym sobie, stopniowo zaczyna zamieniać bezosobowe „się" na stanowcze „ja". Jednak na końcu drogi ku samopoznaniu happy endu nie ma. Nie da się wrócić straconego czasu, bo życie to bilet w jedną stronę. Fikcyjna rzeczywistość stworzona przez Jacka Dukaja okazuje się nie być aż tak odległą, zasadniczo problemy i spory pozostają niemal te same.

O grzechu długości w teatrze

Mówi się, że w teatrze jak w kościele czasami może być za krótko, ale nigdy za długo. W porządku, ja się z tym też po części zgadzam. Problem zaczyna się wówczas kiedy inscenizacja opiera się na ogromnych narracjach. „Lód" Jacka Dukaja to nie jednoaktówka, zatem trudno oczekiwać, że spektakl będzie krótki. Mnie 3,5-godzinne widowisko nie bulwersuje, przecież mam świadomość z jakim tekstem mierzy się reżyser. I myślę, że ostatecznie krytykującym nie o tę długość chodzi, tylko raczej o problemy z percepcją niełatwego dzieła. Sądzę, że zasadnicza trudność w odbiorze inscenizacji ma swoje źródło w nieznajomości tekstu, przecież „Bracia Karamazow" to również potężny i skomplikowany tekst, niewiele krótszy od powieści Dukaja. Tylko, że Dostojewski, Gombrowicz, Mickiewicz czy Witkacy zadomowili się już w naszej kulturze i świadomości na dobre. Teksty te dokładnie opracowuje się w szkole i na studiach, dlatego łatwiej jest zaakceptować ich sceniczne konkretyzacje. A Dukaj? Kto słyszał o Dukaju? Nie ma tu wielu opracowań, brakuje polonisty, który poprowadzi za rękę i pomoże przyswoić zawiłą prozę. Widzowie nieznający „Lodu" prawdopodobnie nie przyswoją także teatralnej interpretacji Janusza Opryńskiego.Spektakle Teatru Provisorium nie są i raczej nigdy nie były adresowane do ogółu społeczeństwa. Tutaj nie ma prostych pytań i oczywistych odpowiedzi. Spektakle Janusza Opryńskiego niemal zawsze bolą, są jak natrętne obrazy, o których chciałoby się zapomnieć, a które powracają, drażnią i zmuszają do refleksji, do skonfrontowania własnego ja z rzeczywistością opisaną w literaturze. To nie są przypadkowe teksty, każda inscenizacja jest ważnym głosem w dyskusji o życiu i świecie. Zatem niech Janusz Opryński grzeszy niestandardową długością spektakli, byle by grzeszył z wybitną literaturą.

O sporze w głowie toczonym

Na długo przed spektaklem zastanawiałam się w jaki sposób można wywołać wrażenie przeszywającego zimna, jak pokazać krainę wiecznego lodu i oczywiście jak zobrazować Lute. Uznałam, że fascynujące opisy świata zewnętrznego jakie stworzył Dukaj musi odzwierciedlać czy sygnalizować scenografia, najlepiej w parze z oprawą muzyczną. Pierwsze sceny przyniosły mi same rozczarowania, bo oto widzę Benedykta Gierosławskiego w śnieżnobiałej, czyściutkiej, zapewne hypoalergicznej kołderce. Tak sterylnie to u Dukaja nie było: „Pod pierzyną, pod trzema kocami i starym płaszczem gabardynowym, w barchanowych kalesonach i swetrze włóczkowym, w skarpetach naciągniętych na skarpety (...) po kilkunastu godzinach snu nareszcie rozmrożony (...). Powietrze we wnętrzu kamienicy jest gęste, ciężkie, natarte wszystkiemi woniami ludzkich i zwierzęcych organizmów. Okien nie otwiera nikt, drzwi zaraz się zatrzaskuje i zatyka szmatami szczeliny nad progami (...), gdzie powietrze jest gęste, ciężkie, oddychasz nim jakbyś pił wodę wyplutą przez sąsiada i psa jego, każdy twój oddech milion razy wcześniej przeszedł przez gruźlicze płuca chłopów, Żydów, wozaków, rzeźników i dziwek, wykrztuszony z czarnych krtani powraca do ciebie znowu i znowu, przesączony przez ich ślinę i śluz, przepuszczony przez zagrzybiałe, zawszone i zaropiałe ciała, oni wykaszleli, wysmarkali, wyrzygali go tobie prosto w usta, musisz połknąć, musisz oddychać, oddychaj!"[1]. A tu ... bialusieńka kołderka. Dosyć szybko zaczęłam w głowie toczyć spór z reżyserem, że to się nie uda, że nie mam złudzenia bycia w zamrożonym świecie, że biały materiał w tyle sceny i jasnoniebieskie światło to za mało, by stworzyć iluzję dukajowej krainy. Chwilami ustępowałam, angażując się w dialogi bohaterów, by znów zmęczona niekończącą się podróżą i widokiem wagonów przemieszczających się od prawej do lewej kulisy, na nowo zaczynać swą dyskusję. Podróż Benedykta trwała długo, zarówno w książce jak i na scenie. W czasie tej niekończącej się drogi najciekawszym wątkiem wydał mi się ten z Nikolą Teslą, którego to fantastycznie zagrał Łukasz Lewandowski. Doceniam również ciekawe urządzenia i całą maszynerię przewodzącą iskry, które dla mnie jako humanistki wydały się nader interesujące. Ogólnie kreacje aktorskie oceniam bardzo dobrze, spójne, konsekwentne, odważne i nade wszystko nie bojące się zabawy formą. Moje chapeau bas dla Sławomira Grzymkowskiego za podjęcie się zapamiętania tak nieludzko długiego tekstu, aktor ten zasadniczo ze sceny nie schodzi. W pamięć zapadła mi również ciekawa, choć epizodyczna rola stworzona przez Romualda Krężla oraz bardzo realistycznie potraktowana, bliska oryginałowi postać Rasputina. W tej pierwszej odsłonie zabrakło mi surowego klimatu Rosji, bo bohaterowie prowadzą dialog nie tylko w pociągu, ale także na peronach. Te kolejne stacje i cała przestrzeń, jak okiem sięgnąć musiała być spowita śniegiem i lodem, a nieludzki mróz zapewne wdzierał się w płuca rozmówców. W teatrze tego nie czułam. Drażniło mnie niejednolite potraktowanie ścian, tak jakby boczne kulisy nie stanowiły elementu scenografii, ponieważ jedynie tył sceny współgrał z resztą elementów. W ten oto sposób widzowie mieli przed sobą świat, w którym tylna ściana była biała, zaś boczne czarne i to właśnie o tę czerń mi chodzi, bo ona niepotrzebnie ocieplała scenę. I tak to mniej więcej trwało do końca pierwszej połowy. To wszystko czego mi zabrakło w części pierwszej, druga wynagrodziła mi w dwójnasób. Sugestywne wizualizacje oraz elementy dźwiękowe w końcu przeniosły mnie do zlodowaciałego Irkucka. W tej połowie akcja płynie szybko i zdecydowanie więcej w niej błyskotliwych rozwiązań scenicznych. Moje rozbuchane ego natychmiast zaczęło łagodnieć, ja zaś samoistnie zaczęłam wciskać się w fotel jakbym chciała się nim otulić. I już nie wiem czy ze zmęczenia czy pod wpływem inscenizacji miałam uporczywe uczucie wychłodzenia się, żałując, że nie wzięłam ze sobą kurtki. Koniec przyszedł nieoczekiwanie, pozostawiając widzów z nieznośnym brakiem odpowiedzi i nierozstrzygalnością sądów. To jak film, który w kluczowym momencie zostaje przerwany reklamą, tylko że tutaj ciągu dalszego nie ma. Tej nocy spać już nie mogłam, bo nie tak łatwo o tym spotkaniu zapomnieć. I za  to Januszowi Opryńskiemu dziękuję, bo mogę potraktować ten spektakl jako lekcję, w czasie której jestem uczennicą, która trochę krytykuje, trochę podważa metody nauczyciela, ale nigdy z niego nie kpi i nie podważa jego wywodu. Dziękuję, że reżyser nie boi się wyjść ze swojej strefy komfortu, by zmierzyć się sam ze sobą i że nie ulega powszechnej tendencji równania poziomu w dół. Boję się jedynie tego, co dalej, bo czy widzowie są w stanie znieść kolejne podniesienie poprzeczki. W jednej ze swoich wcześniejszych recenzji pisałam, że w teatrze chodzi o to, by rozmawiać z widzami, nie zaś z samym sobą. Obawiam się, iż mierzenie się z jeszcze trudniejszymi przedsięwzięciami niż „Lód" Jacka Dukajamoże drastycznie wykruszyć potencjalnych rozmówców. Póki co mocno zaciskam kciuki, by tak się jednak nie stało.

[1] J. Dukaj, Lód, Kraków 2009, s. 7, 9.

Magdalena Mąka
Dziennik Teatralny Lublin
12 kwietnia 2014
Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92
Notice: Undefined index: banner4 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 121 Notice: Undefined index: banner5 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 124

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...