Notice: Undefined index: banner1 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 65  
Notice: Undefined index: banner2 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 72  
Notice: Undefined index: banner3 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 79  

Zawsze jestem admirałem

rozmowa z Wojciechem Malajkatem

Wojciech Malajkat, pamiętny Hamlet w spektaklu Jerzego Grzegorzewskiego, Rzędzian w "Ogniem i mieczem", Tartuffe w Teatrze Narodowym. Od przeszło dwóch lat szefuje warszawskiemu Teatrowi Syrena. Poza tym, że jest dyrektorem, reżyserem, aktorem, nauczycielem akademickim, jest też restauratorem i właścicielem kina Wojtek. A przede wszystkim mężem, ojcem i przyjacielem. Jak udaje mu się pogodzić te role?

Miewa Pan kaprysy?

Im jestem starszy, tym rzadziej. Ponieważ wiem, że potrafią być chwilowe i oddziaływać na krótką metę. Rzadko się opłaca

A kaprysy dojrzałego mężczyzny?

W postaci?

Objęcia tego teatru, tak Pan tłumaczył swoją decyzję.


(Śmiech). Ach, ale to było dwa lata temu gdy byłem jeszcze młodym, niedoświadczonym w tym temacie człowiekiem. Teraz już jestem stary.

To szybko się Pan posunął...

Dyrektorzy starzeją się dwa razy szybciej, jeśli nie jeszcze prędzej... Teraz to już nawet by mi się nie chciało mieć kaprysów. Ale ten, skoro się zaczął, niech trwa.

Na czym polega dyrektorskie tempo starzenia się? Czupryna się przerzedza, włos siwieje?


U mnie to akurat tak drastycznie nie przebiega. Po prostu, przeżywam ten czas o wiele intensywniej, niż kiedy byłem tylko aktorem. Spadają na mnie kłopoty w takiej mnogości, że to powoduje szybsze dojrzewanie. Jestem zarówno dyrektorem naczelnym, jak i artystycznym. Naczelny zmaga się z problemami od urzędniczych po personalne. I te najbardziej postarzają. Za to funkcja dyrektora artystycznego odmładza. To się jednak, niestety, nie równoważy. Ale dużo radości przynoszą mi sukcesy artystyczne.

Strasznie dużo tych ról Pan na siebie przyjął: dyrektor teatru, reżyser, aktor, profesor, że już nie wspomnę o mężu, ojcu, restauratorze, właścicielu kina Wojtek i niedzielnym malarzu...


Te role wypełniają moje życie. Czasem do tego stopnia, że wszystko potrafi się przelać. Na pewno w najbliższym czasie niczego nie dobiorę. Te zajęcia nie spadły na mnie nagle. Na szczęście. Bo wtedy byłoby to rzeczywiście nie do zniesienia. Każda z tych ról ma na mnie wpływ. Pewne z nich kontynuuję, inne wymieniam, a z innych rezygnuję. Czerpię z życia pełnymi garściami. Żyję pełnią. Cena, jaką za to płacę, jest tego warta. Dlatego nie przerażam się, nie załamuję. Tylko czasem muszę odpocząć, ale też znajduję na to czas.

Zdrowie nie szwankuje?

Na razie nie, ale muszę uważać. Mam rodzinę i wiem, że nie może mnie zabraknąć z powodu zawału serca. Trochę się już uspokoiłem, ale pierwsze dwa lata były intensywne.

Ojciec Malajkat nie błaga Malajkata dyrektora o więcej wolnych chwil, które mógłby spędzić z dziećmi? Profesor Malajkat nie ruga aktora Malajkata, że mógł zagrać lepiej? A niedzielny malarz nie próbuje wywalczyć u szefa teatru wolnych chwil na malowanie?

Są na szczęście momenty, kiedy wszyscy siadamy razem: obaj dyrektorzy, nauczyciel, reżyser, malarz, ojciec, mąż i co tam jeszcze. Siadamy sobie i debatujemy, na czym akurat trzeba się skupić. Malarz jest na szarym końcu, ale jakoś nie urąga nam, całej reszcie. Okrągły stół, który jest we mnie, z tymi wszystkimi postaciami na razie zachowuje pełne status quo. Jest stabilna umowa między nami. Nie ma demonstracji, nikt nie pali opon. No, ale zobaczymy, ile potrwa ta idylla.

A którego z tych siedzących z Panem przy stole bohaterów najczęściej musi Pan uciszać?

Różnie bywa, zależnie od sytuacji. Malarz skromnie siedzi i o nic się nie dopomina, bo wie, że ma najmniej do powiedzenia. Wierzy, że kiedyś przyjdzie jego czas. Najwięcej na głowie ma dyrektor naczelny. Gdyby udawało mi się co jakiś czas wysłać go na krótki urlop, byłoby to z pożytkiem dla całej reszty. Ale niestety... jest zbyt odpowiedzialny, zbyt dorosły, żeby sobie na to pozwolić. Bo po tych dwóch latach z hakiem wiemy, że w teatrze musi być szef. Mam dobry zespół, ale musi być ktoś, kto to spina i decyduje. I gdy mnie tu nie ma nawet parę dni, gromadzi się tak dużo spraw, że zapominam, iż odpoczywałem.

Na rodzinnych Mazurach wybudował Pan dom. Czy nie nachodzą Pana czasem myśli, by już tam zostać i żyć bez stresów, codziennej gonitwy, nieustannych wyścigów?

Tak mógłby pomyśleć człowiek, który podjął się jakichś zadań odruchowo. A moje decyzje były przemyślane, świadome. Nie mogę żałować, bo traciłbym czas i energię. Mimo że nazywam to kaprysem, nie był to kaprys. Wiedziałem, po co się tego podejmuję. Oczywiście, zawsze jest jakiś żal z powodu tego, co się opuszcza, ale nie z tego powodu, że się do czegoś jedzie. Lubię pracować, ale lubię też czasem nic nie robić. Zupełnie. Leżeć i czytać książkę. Myśli pani, że gdybym sobie zaserwował roczny urlop, to byłoby dobre doświadczenie?

Może doszedłby do głosu malarz... I być może okazałby się Pan genialnym pejzażystą. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. A Pan lubi ryzyko.


Inaczej nie wprowadziłby na scenę "Skazanych na Shawshank". Ryzyko było podwójne: spektakl mógł nie wytrzymać porównania z filmem, poza tym Teatr Syrena słynie z komediowego repertuaru...

Teraz już mogę się przyznać: kiedy podejmowaliśmy tę decyzję, wiedziałem, że jeśli się nam nie uda, publiczność, decydenci i krytycy nas zjedzą. Nie pogodzą się z taką odmianą. Na szczęście sukces! Kolejka po wejściówki ustawia się na trzy godziny przed spektaklem. A denerwowałem się bardzo. Szczególnie przed premierą, gdy wszystko zbiera się w całość i napięcia wśród aktorów są ogromne. Pamiętam próbę, która była wybitnie nieudana. Nie od dzisiaj uprawiam ten zawód i wiem, że w teatrze tak się zdarza. Ale tę próbę przeżyłem bardzo. Nie spałem całą noc. Wiedziałem, że ważą się losy moje i teatru. Jeśli "Skazani na Shawshank" i "Lawrence i Holloman" się udadzą, to będzie sygnał, jak chcę ten teatr odmieniać. To był mój drugi przełomowy moment w życiu. Pierwszy to Hamlet, którego zagrałem 25 lat temu w Teatrze Studio. Gdyby mi się nie powiodło, skończyłbym gdzie indziej...

W drugim szeregu, z halabardą?

Pewnie nie. Zająłbym się wtedy czymś innym niż aktorstwo. Ale przeszedłem zwycięsko obie te próby. Teraz razem z zespołem nabraliśmy dużo wiatru w żagle. Możemy płynąć dalej. Odmieniamy niekorzystną opinię, jaka długo krążyła o Teatrze Syrena.

"Skazani na Shawshank" to opowieść o męskiej przyjaźni, "Lawrence & Holloman" - męski duet, mężczyźni grają też główne role w "Klubie Hipochondryków". Męski teatr to celowy zamysł?

Trzeba by jeszcze do tego doliczyć "Łup" i "Zamach na MoCarta". Dzieje się tak dlatego, że nie mam świetnego scenariusza dla kobiet. Ale w naszych planach jest przedstawienie według "Kobiet na skraju załamania nerwowego" Almodóvara. W ogóle w teatrze jest więcej ról dla mężczyzn. Nawet Agatha Christie, pisząc "Pajęczą sieć", którą gramy, też zatrudniła większość mężczyzn.

Szekspir również się nie postarał o role dla kobiet.

Mnie to nie dziwi, w jego czasach role kobiece grali mężczyźni.

No ale i Molier, i potem inni, też się nie starali.

Sztuka odzwierciedla życie. Mężczyźni przez wieki najchętniej widzieli kobiety w kuchni. Na szczęście mamy parytet i Almodóvara.

No właśnie.


Powstanie przedstawienie o kobietach, z kobietami, ale nie tylko dla kobiet.

O czym Pan chce opowiadać?

O życiu. O tym, jak potrafi być zabawne, ale też okrutne. Jak może wzruszyć i rozczulić, ale również sprowokować do refleksji. Jak potrafi zaskoczyć dobrą, ale i złą wiadomością. Teatr jest po to, aby się w nim przeglądać. Patrzeć na przygody bohaterów i myśleć sobie, jakie to wszystko jest bliskie naszego życia. A czasem szukać odpowiedzi, jak sobie radzić w życiu, widząc, jak to robią postacie w teatrze.

Główną rolą instruktora żeglarstwa w serialu Polsatu "Optymista" wraca Pan do Mrągowa. Przyjął Pan ją dla ciekawego scenariusza czy z sentymentu dla miasta?

Z obu tych powodów. Na razie nakręcono pilot. Jeśli się spodoba, powstanie 13 odcinków. Mój bohater urodził się i pracuje w Mrągowie. Ale traci pracę i jedzie do Warszawy. Akcja będzie wracać na Mazury.

A jak Pan odbiera dzisiejsze Mrągowo?

Jest piękne, kiedy nie ma tam turystów. Lubię tam przyjechać wiosną, jesienią i zimą, kiedy ruch jest mniejszy i jest to takie samo senne miasto, które pamiętam z dzieciństwa. Spędzam tam głównie wakacje, bo od 25 lat mieszkam w Warszawie. W Mrągowie mam azyl.

Słyszałam też o innym - warszawskiej restauracji, w której spotyka się Pan z przyjaciółmi: Zbigniewem Zamachowskim i Piotrem Polkiem. Dyrektorski fotel w tych debatach nie przeszkadza?

Obu dyrektorów zostawiam wtedy za drzwiami. Zazwyczaj spotykamy się co miesiąc, choć ostatnio trochę się zachwiał ten rytm, bo wszyscy jesteśmy zajęci. Piotr promuje swoją płytę i gra w "Ojcu Mateuszu", Zbyszek miał premierę "Lorenzaccia" w Teatrze Narodowym. Ale dzwonimy do siebie i wiemy, co się u każdego dzieje.

Spotykacie się też na scenie. Złośliwi piszą wtedy, że uprawia Pan "teatr towarzyski". A ja widzę, że się świetnie na scenie bawicie.


To zabawa w pozytywnym znaczeniu lego słowa. Największa frajda jest podczas prób. Wtedy odzywają się w nas wspólnie przeżyte szkolne lata, czas szczenięco-cielęcych poszukiwań przygody, czas beztroski. Sukces "Klubu Hipochondryków" i "Pajęczej sieci" m.in. na tym polega. Znając się już tak długo i tak dobrze, pozwalamy sobie na wyjątkowy rodzaj otwartości w czasie prób. Widzę to po minach przyglądających się nam kolegów. Nasza wyobraźnia gna nas w rejony, których oni nie rozumieją i nawet nic oczekują. A to powoduje, że przedstawienie staje się żywe i atrakcyjne.

Najbardziej charakterystyczny - Zbigniew Zamachowski, najładniejszy - Piotr Polk, no i najmądrzejszy. Kto? Wojciech Malajkat.

I tego się trzymamy! (śmiech). Ja, co prawda, łączę te trzy cechy, a panowie podzielili się charakterystycznością i urodą (śmiech), ale wszyscy jesteśmy zadowoleni z takiego podziału. Cieszy mnie, że umiemy zachowywać się tak samo jak przed laty. Że nie zazdrościmy sobie, nie rywalizujemy.

Kiedy przyjaciele Panu pomogli?

Przeszliśmy wszystkie etapy, pomocowe również. Razem mieszkaliśmy, kiedy trzeba było. Pożyczaliśmy sobie pieniądze, gdy któryś był w potrzebie. Jeździliśmy na wspólne wakacje. Wsparcie jest stale odczuwalne. Kiedy potrzebuję rady, wiem, że mogę do nich zadzwonić. Tak było przy podejmowaniu decyzji, czy mam tu być dyrektorem. Powiedzieli, że będą mi pomagać, że popierają taki wybór. To była ważna chwila. A kiedy mają kłopoty, wiedzą, że mogą z nimi przyjść do mnie. I tak się dzieje. Wiem, że oni są i że jak miałoby mnie spotkać coś złego, nie daj Boże, to oni wsiądą w samochody i przyjadą.

Spędzacie jeszcze czasem razem wakacje?

Bywa, że przyjaciele odwiedzają mnie na Mazurach. Bo oni Mazur nie mają. Piotrek ma Śląsk, a Zbyszek okolice Łodzi.

Na jachcie jest Pan tak samo utytułowany jak w życiu?

Myśli Pani: komandor, admirał? Powiedzmy, kapitan jachtowy. Nawet jeśli nie dowodzę, stojąc za sterem, i tak jestem admirałem (śmiech).

Aleksandra Szarłat
Gala
10 maja 2011
Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92
Notice: Undefined index: banner4 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 121 Notice: Undefined index: banner5 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 124

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia