Złodziej serc

"Kali Babki" - reż. Michał Siegoczyński - Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie

Opowieść o polskim Don Juanie - Jerzym Kalibabce, znanym m.in. jako Tulipan - w przedstawieniu Michała Siegoczyńskiego jest opowieścią o zmierzchu PRL i Polsce początków transformacji - z całą kulturową otoczką tych czasów - wszechobecnym kiczem, naiwnym naśladownictwem Zachodu i raczkującym kapitalizmem - ale przede wszystkim o tęsknocie za miłością. I o samotności, tym bardziej szarej i smutnej, im bardziej kolorowy i hałaśliwie radosny jawi się świat wokół.

Nie bez kozery w przedstawieniu o pogromcy niewieścich serc nie gra... mężczyzna. Całość rozpisano na kwartet aktorski pań - Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska, Katarzyna Lenarcik-Stenzel, Beata Niedziela oraz Małgorzata Wiercioch. Ale główny (teoretycznie) bohater, owszem, pojawia się na scenie - w jego rolę wciela się czasem Beata Niedziela. Ale choć "Janusz Witold" - jak mówi się o nim - jest w jej wykonaniu facecikiem o zmysłowym głosie i powabnych ruchach - mamy tu przecież do czynienia z celowym przerysowaniem, karykaturą "uwodziciela". Na dodatek: sporządzoną przez kobiety opowiadające o "swoim Januszu". Niby więc szydzącą z niego, prześmiewczą, a w istocie delikatną, rozmarzoną... Tak ukazany Idol - w znaczeniu tego słowa podstawowym - więc bóstwo, obiekt kultu - traci przez to na dosłowności, z jaką moglibyśmy mieć do czynienia, gdyby postać tę grał mężczyzna. O którego takiej czy innej urodzie można by wtedy dyskutować - widząc w nim lepsze lub gorsze wcielenie Don Juana - tracąc jednocześnie z oczu sam mit, tę słodką, migotliwą ułudę, w której pogrążał dziewczęta, mężatki, panie...

Dlatego też i jedyny w spektaklu wątek w pełni "męski" - śmiała, ale utrzymana w teatralnej konwencji homoseksualna scena nocnej rozpusty w pociągu - z udziałem Janusza, jego kumpla Marka, i poznanego przez nich przypadkiem starszego mężczyzny - również przez aktorki pierwiastek. Zrodzony właśnie w głowach zauroczonych kobiet. Bo to one - nie żaden on - interesują twórców spektaklu. One stają się jego siłą napędową: opowiadając o Januszu, który je uwiódł i okradł, lecz przede wszystkim o sobie. I tak właśnie zbudowane jest to przedstawienie koszalińskiej "Sceny na zapleczu": jako intymna, ale w istocie zbiorowa spowiedź rozkochanych i oszukanych: począwszy od nastolatki, dla której Janusz W był pierwszą miłością, a skończywszy na damie w wieku mocno dojrzałym (w tej odważnej roli - Małgorzata Wiercioch). Wypowiadana bezpośrednio do publiczności - z dodatkiem "didaskaliów", pełna umowności (aktorki akcentują to, że "grają") i prób kontaktu z widzem (nienachalnych zresztą) - żywa, korzystająca ze współczesnych technik "podglądactwa" (przenośna kamera) i zmieniająca podmioty nadawcze, tak często niemal, jak Kalibabka zmieniał kochanki.

Tę wieloosobową spowiedź - podszytą grzechem bez żalu i po - ze Szczecina. Które pierwsze się Januszem zaopiekowały, edukując go w miłości i towarzyskiej ogładzie. Warto zwrócić uwagę na ów zachodniopomorski wątek, nie tylko dlatego, że przekazany z oka mrugnięciem ("Szczecin to ładne miasto" - mówią trzy gracje), lecz i z tej przyczyny, iż rzecz cała fabularnie w tych realiach się toczy. Mamy więc nie tylko Szczecin, Niemcy (NRD) - z uwiedzionymi tam siostrami (ta scena przypomina nieco filmowy "Kabaret" Boba Fossa), a i finalną wzmiankę o tym, że Janusz - po wyjściu z więzienia i przejściu na miłosną emeryturę - zamieszkał w rodzinnym Pobierowie.

Co sprawiło, że skala jego podbojów była tak wielka? Wybitna uroda? To rzecz względna przecież. Inteligencja? To sprawa mocno dyskusyjna, chyba że mówimy o inteligencji jako o strategii działania. Jakieś szczególne podejście do kobiet? Nie było zbyt oryginalne. Może więc czas, w którym przyszło mu być: przesycony głodami, przebudzonymi marzeniami, pragnieniem "innego życia"?

Siegoczyński i jego zespół nie dają jasnej odpowiedzi. Zresztą nie bardzo ich ona interesuje. Spektakl nie bawi się w psychologizowanie, nie zajmuje go też raczej wpływ "epoki" na bohaterów (-ki) owych przygód. I choć sama epoka - lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte - ukazana jest z dużą dozą komizmu - fryzury afro, afektowane tańce disco, tandeta obyczajowa - opowieść ma charakter uniwersalny, ponadczasowy. Jak ponadczasowe jest ludzkie głupstwo. I wieczna naiwność, u której podłoża tkwią marzenia.

Ale Kali-babki nie uprawiają taniego szyderstwa z przedstawionych przez siebie kobiet. Z reguły bardzo - aż za bardzo, jak na "zdrowy rozum" - naiwnych. Już na początku spektaklu dane jest nam do zrozumienia, że śmiejąc się z tej cudzej naiwności ("głupie cipy" - chichoczą aktorki, przebrane za mądre okularnice), sami wystawiamy się na śmieszność. Bo tamta durna, ślepa tęsknota, która powodowała uwiedzonymi, jest w każdym z nas. Piszę: w każdym, nie: w każdej, gdyż Kali-babki, choć są opowieścią kobiet, mają też coś dla panów. W podsumowującym monologu, jaki wygłasza Janusz W, mówi on nie bez przyczyny: Gardzicie mną, uważacie za złodzieja bez uczuć, ale w gruncie rzeczy "jestem waszym Bogiem, waszą podświadomością", ukrytym pragnieniem. Dlatego to, co robię, robię dla was. I za was.

Zgoda, przedstawienie ma miejsca puszczone (niektóre sekwencje muzyczne warto by skrócić), bywa przerysowane w niektórych portretach, ale jego walorem jest klimat - pół żartem, pół serio - i aktorstwo. Wszystkie cztery wykonawczynie - kilkunastu ról! - zasługują na brawa. Największe należą się jednak Beacie Niedzieli - za rolę Janusza W, androgenicznego, chwilami obciachowego, lecz i niedookreślonego. W jego monologu, adresowanym do widza, brzmi cierpka samowiedza.

Bo to dynamiczne, wesoło śpiewane i tańczone przedstawienie (przeboje z epoki brzmią zabawnie, ale i z nutką nostalgii), zachęcające do śmiechu i nieunikające ryzykownego żartu, nabiera z wolna powagi, melancholijnej ironii. I choć nie porywa się na wielkie diagnozy, a może i dlatego właśnie, trafia do serca. Nie kradnie go wprawdzie, jak kradł je Kalibabka, ale wprowadza doń niepokój. Na pozór miły, lecz skłaniający do gorzkiej refleksji. Bo choć zdaje się nam, że jesteśmy dziś mądrzejsi, ładniejsi i bardziej światowi, to tamte tęsknoty, które uwiodły Kali-babki, drążą nam dziś serca tak samo.

Artur Daniel Liskowacki
Kurier Szczecinski
10 kwietnia 2015
Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92
Notice: Undefined index: banner4 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 121 Notice: Undefined index: banner5 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 124

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...