Fenomen Korezu

Korez był pierwszym prywatnym teatrem w naszym regionie. Dwadzieścia lat temu wywoływał kontrowersje w środowisku teatralnym. Dziś ma ukształtowaną pozycję, w repertuarze kilka "lokomotyw" z "Cholonkiem" na czele, cieszy się miłością widzów, ma swoich oddanych i niezwykle wiernych teatromanów, odniósł sukces frekwencyjny, a przy tym zbiera dobre recenzje krytyków i firmuje dwa znaczące w tej części teatralnej Polski festiwale.

Mam jednak wrażenie, że ciągle jest traktowany z pewną nutką protekcjonalizmu, a jego rola jest świadomie pomniejszana. Co gorsza, dowód na to znalazłam także na łamach miesięcznika "Śląsk". W numerze czerwcowym pojawił się nowycykl, zatytułowany "Zwiad kulturalny". Otwierały go Katowice. Teatr Korez znalazł się w spisie adresowym placówek sztuki stolicy województwa, ale z żalem stwierdziłam, że nie było go wśród "Instytucji flagowych" Katowic, a jego propozycje cykliczne, festiwalowe - Letni Ogród Teatralny i Katowicki Karnawał Komedii - nie znalazły się w "Daniach firmowych" tegoż miasta.

Podczas, gdy w ostatnich latach w Warszawie i innych teatralnych ośrodkach wyrastają jak grzyby po deszczu prywatne teatry i w większości równie szybko giną, my nie potrafimy docenić tego, że tu, na Śląsku, a dokładnie rzecz biorąc w Chorzowie, a później w Katowicach, Korez był prekursorem tego zjawiska. I to w czasie, gdy w Polsce odradzała się samorządność, ale o urynkowieniu sztuki teatralnej nikt nie śmiał nawet pomyśleć. A w dodatku Korez w świetnej kondycji przetrwał dwadzieścia lat i nic nie zapowiada, by ta dobra passa miała się szybko skończyć.

Zaczęło się od Schaeffera

Korez bierze początek z najbardziej szlachetnej formy teatru, jaką jest teatr amatorski. Młodzi, zarażeni teatrem ludzie, pasjonaci czystej wody, skrzyknęli się pod skrzydłami chorzowskiego Młodzieżowego Domu Kultury i - z błogosławieństwem Mikołaja Grabowskiego, który na warsztatach wprowadzał ich w tajniki aktorstwa, oraz Bogusława Schaeffera, który za wstawiennictwem Grabowskiego zgodził się, by wykorzystali jego tekst - przygotowali premierę "Scenariusza dla trzech aktorów".

Sztuka ta przeszła triumfalnym pochodem przez wiele scen w kraju i za granicą, jest na afiszu Korezu do dziś. Właśnie jej wystawieniem Korez świętował jubileusz dwudziestolecia. Warto też dodać, że "Scenariusz dla trzech aktorów" w 2004 roku grany był przez Korez w Waszyngtonie i Chicago, w tym drugim z miast - w Chopin Theatre, w którym kiedyś występowała Helena Modrzejewska. W 2006 roku, a więc w szesnaście lat po premierze, spektakl otrzymał Nagrodę Wielką Ogródkową, podczas XV edycji Konkursu Teatrów Ogródkowych w Warszawie.

Nazwę Korez wymyślił Tadeusz Ogrodowczyk, instruktor teatralny. 21 maja 1990 zagrali sztukę Schaeffera po raz pierwszy. Inaczej niż Mikołaj Grabowski, który "Scenariusz dla trzech aktorów" wprowadził na polskie sceny i grał go z powodzeniem z bratem Andrzejem i Janem Peszkiem. W premierze wystąpili: Bogdan Kalus, Grzegorz Wolniak i Michał Bryś. Kiedy Bryś jesienią rozpoczął studia aktorskie, do Korezu w jego miejsce dołączył Mirosław Neinert.

Mirka Neinerta pamiętam z czasów studenckich, brylował wówczas na festiwalach jako wykonawca monodramu "Pierś" według prozy Philipa Rotha. W stanie wojennym po kościołach mówił poezję Karola Wojtyły. Potem na kilka smutnych i beznadziejnych lat, które okazały się agonią socjalizmu, zniknął mi z oczu. Korzystając z wolności gospodarczej, którą ogłosił minister Wilczek, zajął się handlem. W Korezie wszedł w nagłe następstwo. I pozostał. Dziś jest filarem tego teatru, jego liderem, a nawet znakiem firmowym. Gdy mówi się Korez - w domyśle pojawia się Neinert. Gdy mówi się Neinert - w domyśle pojawia się Korez.

Po pierwszym sukcesie, jaką była nagroda na festiwalu teatrów amatorskich, Neinert, Kalus i Wolniak postanowili za wszelką cenę robić profesjonalny teatr. We trzech założyli spółkę cywilną. Z początku grali gdzie tylko się dało. W szkołach - najczęściej w salach gimnastycznych, stołówkach, czasem na korytarzach. W domach kultury. W sanatoriach. W więzieniach. W knajpach. A więc tam, gdzie tylko ich chcieli.

Przede wszystkim widowni szkolnej udowadniali, że teatr nie musi być nudny. Sztuki Schaeffera, pełne humoru, oparte w dużej części na improwizacji, świetnie się do tego nadawały. Do repertuaru dołączyli więc "Kwartet dla czterech aktorów". Zespół rozszerzył się o Piotra Warszawskiego, etatowego aktora Teatru Śląskiego w Katowicach.

Szczęśliwy mezalians

Tylko Piotr Warszawski, od kilku lat pracujący obecnie w Warszawie, wie, ile z powodu "flirtu" z amatorskim Korezem, wysłuchał cierpkich uwag od profesjonalnych kolegów. Takie mariaże były w tamtym czasie w środowisku aktorskim, które nie dopuszczało na scenę ludzi bez formalnych uprawnień, bardzo źle widziane. A jednak śladem Warszawskiego do Korezu trafiła też Renata Spinek (wtedy prosto z Pantomimy Tomaszewskiego) i Katarzyna Kulik, aktorka Teatru Śląskiego - potem związana z Teatrem Nowym w Poznaniu, Elżbieta Okupska, aktorka Teatru Rozrywki w Chorzowie. A później kolejni aktorzy z wyrobionymi nazwiskami i znakomitym dorobkiem artystycznym. Dlaczego? Bo w Korezie mogli spełniać zawodowe ambicje i rozwijać się.

A Korez szedł jak burza. Na zarzuty, że uprawiają tandetę, że są komercyjni pokazywali "Złotą Maskę", którą za działalność artystyczną otrzymali już w sezonie 1991/92. Już w pierwszych miesiącach działalności byli rozrywani. Ich firmowym znakiem stały się wyjazdy w Polskę, ale także do Berlina, Budapesztu, Kolonii, Sztokholmu, Austrii. Ciągle w podróży, ciągle na walizkach. Bez własnej sceny, bez sali prób, za to z ambitnym repertuarem, którego niejedna scena mogłaby im pozazdrościć.

Piąte urodziny Korez świętował mając w repertuarze cztery spektakle, oprócz sztuk Schaeffera, także "Lekcję" Ionesco w reżyserii Józefa Żuka Opalskiego, ze scenografią Zofii de Ines oraz "Emigrantów" Mrożka w reżyserii Jerzego Króla. A na urodzinową fetę, wieńczącą obchody pierwszego jubileuszu, zaprosił swych widzów do Teatru Rozrywki w Chorzowie na koncert przyjaciół i gości - Beaty Rybotyckiej, Agnieszki Matysiak, Elżbiety Okupskiej, Jacka Wójcickiego, Andrzeja Sikorowskiego z grupą "Pod Budą", Jerzego Cnoty, Cezarego Pazury, Jacka Pietrzaka, Ewy Urygi, kabaretu "Potem". To doborowe towarzystwo potwierdzało na scenie sukces małego prywatnego teatru.

Przełomem było zaproszenie Korezu do Starego Teatru w Krakowie. Zagrali tam dwukrotnie "Lekcję", dedykując ten spektakl Annie Polony, która w tymże spektaklu święciła tam triumfy w roli Profesora. Wybredna krakowska publiczność kilkakrotnie wywoływała ich brawami na scenę po opadnięciu kurtyny. Jeśli dodamy, że Korez był pierwszym w regionie teatrem, który otrzymał zaproszenie do Starego Teatru, miara triumfu będzie pełna.

Pierwsze triumfy

Korez programowo i konsekwentnie stawał się "teatrem dla ludzi, który bawi a nie nudzi". Na afiszu pojawiły się jednoaktówki Czechowa "Niedźwiedź" i "Oświadczyny" w reżyserii Macieja Ferlaka. I znowu sukces, choć obie jednoaktówki grane były na granicy komedii i farsy, farsy i groteski, ale w niczym to Czechowowi nie ujmowało. A Piotr Warszawski otrzymał za role w tym spektaklu Złotą Maskę, zaś Elżbieta Okupska, gościnnie w Czechowie występująca, została w plebiscycie publiczności najpopularniejszą aktorką w ówczesnym województwie katowickim. Opowiadała mi wówczas, że do współpracy z Korezem skusił ją właśnie Czechow. Jako adeptka na egzamin eksternistyczny przygotowała kilka fragmentów z "Oświadczyn", ale nigdy nie miała okazji zagrać tego repertuaru przed publicznością. Umożliwił to jej - co podkreślała - dyrektor Teatru Korez - Mirek Neinert. Okupska otrzymała za role w jednoaktówkach Czechowa jedno z dwóch aktorskich wyróżnień indywidualnych w Warszawie na VI Konkursie Teatrów Ogródkowych. Repertuar, sposób interpretacji współczesnej klasyki - zaczęły być znakiem firmowym Korezu - zależał od prostych reguł. Korez w odróżnieniu od teatrów utrzymywanych z pieniędzy podatnika, bez względu na jakość swej oferty artystycznej, nie mógł sobie pozwolić na obniżenie lotów, ani tym bardziej na klapę. To rynek - czyli widzowie - weryfikował Korez. A i profesjonaliści byli coraz bardziej po jego stronie. Prof. Józef Opalski powiedział, że o Korezie można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że to amatorzy. Ta ocena była ważniejsza niż eksternistycznie zdane potem egzaminy aktorskie.

W 1997 roku z teatru odszedł Grzegorz Wolniak. I to w momencie, w którym Korez miał wystąpić z "Kwartetem dla czterech aktorów" w Krakowie, na Światowym Festiwalu Schaeffe-rowskim. Wolniaka zastąpił Dariusz Stach, który do tej pory w Korezie odpowiadał w czasie spektakli za światło i muzykę. Debiut miał znakomity. Schaeffer był zachwycony Korezem, podobnie jak publiczność festiwalu. Dramaturg zaprosił aktorów na szampana do Bristolu, a Stach wykorzystał uśmiech losu. Dziś jest jednym z aktorskich filarów Korezu.

Rok 1997 był też ostatnim rokiem bezdomności Korezu. Po siedmiu latach teatr otrzymał od władz samorządowych Katowic stałą siedzibę - Scenę 113 w Górnośląskim Centrum Kultury. Inauguracja objęcia Sceny 113 (nazwa określała liczbę miejsc na widowni) odbyła się 9 listopada 1997 roku, a Korez zagrał po raz setny jednoaktówki Czechowa.

Koniec bezdomności

Itak powstał drugi repertuarowy teatr w Katowicach - po Teatrze Śląskim. Co prawda bez kurtyny, scenicznej rampy i teatralnego bufetu, ale z niepowtarzalnym klimatem i gościnnością, która urzekała od progu widzów. Scena dotychczas impresaryjna, oddana w ręce Korezu, nie zmieniła swej dotychczasowej formuły. Nie wiem, czy ktoś w stanie jest policzyć, ile wydarzeń kulturalnych - koncertów (m. in. 70. urodziny Henryka Mikołaja Góreckiego, gdy jubilat występował na fortepianie razem z Wandą Warską), spotkań literackich (kolejne edycje Katowickich Spotkań Artystów i Krytyków), występów kabaretowych i teatralnych, projekcji filmowych i pokazów slajdów - zorganizował Korez wespół z GCK na swej scenie. Ja tego się nie podejmuję.

Aktorzy lubelskiego teatru Provisorium ochrzcili Scenę 113 mianem "pluszowego misia", bo wyłożona była szarą wykładziną. Nazwy oficjalna Scena 113 i nieformalna "pluszowy miś" stały się nieadekwatne po remoncie, w czasie którego zmieniono nie tylko położenie sceny i widowni, ale zwiększono liczbę miejsc dla widzów do 150, a także przygotowano profesjonalne zaplecze techniczne.

W Korezie gościnę znalazł "Teatr Bez Sceny" Andrzeja Dopierały - tu odbyły się wszystkie jak dotąd premiery tegoż zespołu. Bardzo ciekawy był też okres współpracy Korczu z Kwartetem Śląskim, który zaowocował cyklem koncertów scenicznych połączonych z prezentacjami multimedialnymi i tekstami autorstwa Tadeusza Sławka, zatytułowanym "Kilka aspektów ludzkiego losu na kwartet smyczkowy".

Od 1999 roku Korez zaprasza widzów podczas wakacyjnych miesięcy na Letni Ogród Teatralny, od 2001 roku w ramach tego festiwalu - także Grządkę Teatralną dla dzieci (które mają okazję po spektaklu porozmawiać z aktorami i pobawić się rekwizytami teatralnymi), od trzech lat wespół z Teatrem Śląskim organizuje w styczniu Katowicki Karnawał Komedii.

Niezwykła atmosfera

Mirosław Neinert i jego koledzy potrafią zapewnić niepowtarzalną atmosferę. Neinert ma poczucie humoru i niekłamany talent do dowcipkowania. Jest urodzonym konferansjerem, Szybko nawiązuje kontakt z publicznością, a zapowiedź tego, co ma się zdarzyć danego wieczora, a później piękne podziękowanie za wspólnie spędzony czas, są spektaklem samym w sobie. Publiczność nierzadko częstowana jest chlebem ze smalcem, pączkami, zapraszana na bankiety po premierach, gdy brakuje krzeseł, chętnie siada na schodach, byle tylko móc obejrzeć spektakl. Propozycje Korczu biją rekordy popularności, na bilety się czatuje lub rezerwuje z wielkim wyprzedzeniem.

Bezdomność się skończyła. Jednak na produkcję własnych spektakli Korez zdobywa pieniądze tak, jak to robił dotychczas, od sponsorów i biorąc udział w konkursach samorządowych na wydarzenia kulturalne.

Korez to teatr, w którym nie ma etatów. Aktorzy zarabiają tyle, ile zagrają. Nie ma też bileterki i szatniarza, w te role wcielają się aktorzy. Szatniarz -jak głosi napis - "nie sznupie po kapsach", a widz musi zapamiętać numer wieszaka, bo - by usprawnić wydawanie okryć - nie wydaje się widzom numerków.

Mając już profesjonalną scenę z widownią, Korez rozwijał się coraz bardziej. Na afiszu pojawiła się adaptacja powieści Redlińskiego "Konopielka" w reżyserii Macieja Ferlaka, ze scenografią Grażyny Ehrlich, a grająca w tymże przedstawieniu gościnnie Elżbieta Okupska po raz drugi z rzędu uzyskała tytuł najpopularniejszej aktorki teatralnej w Katowickiem, partnerujący jej Piotr Warszawski został najpopularniejszym aktorem, zaś wśród nagrodzonych w plebiscycie znaleźli się też wszyscy aktorzy z Teatru Korez. W Warszawie, na VIII Festiwalu Teatrów Ogródkowych Teatr Korez otrzymał za "Konopielkę" honorowe wyróżnienie.

W 1999 roku repertuar Korczu wzbogacił się o sztukę "Homlet" - pastiszową opowieść o teatrze i jego twórcach, którą napisał i wyreżyserował Andrzej Celiński, w kilka lat później twórca filmu "Dworcowa ballada", który pod tytułem "Dzieci z Leningradzkiego" był nominowany do Oscara. Zespół Korczu zasilił Cezary Kruszyna, a muzykę napisał jazzman Jerzy Milian. W 2005 roku właśnie przedstawieniem ,,Homlet" rozpoczęła się w Korezie Gala Oscarowa, podczas której aktorzy i przyjaciele teatru trzymali kciuki za powodzenie Celińskiego w Hollywood.

Największe triumfy

Andrzej Celiński dla Korczu przygotował także premierę "Sztuki" Yasminy Rezy. Wyreżyserował ją i dla niej stworzył scenografię. Wśród wykonawców tego scenicznego przeboju, który zawojował nie tylko polskie sceny, pojawił się Piotr Rybak. Nierzadkie były głosy, że to najlepsza realizacja tej sztuki w Polsce - choć Korez konkurował z wystawieniami "Sztuki" tak uznanych reżyserów jak Krystian Lupa i Paweł Miśkiewicz.

W 2001 roku z Korczem współpracę nawiązał Robert Talarczyk, aktor, reżyser związany wówczas z Teatrem Rozrywki, obecnie dyrektor Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, a także scenograf Ewa Satalecka. Tak powstało kolejne przedstawienie - "Ballady morderców i kochanków, czyli pieśni Nicka Ca-ve\'a", a na scenie Korczu pojawiła się Magda Krigel. Elżbieta Okupska za kreację w tym spektaklu otrzymała Perłę aktorską podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Europy Środkowej w Lublinie.

Dwa lata po premierze "Ballad" Korez sięgnął po dwa opowiadania Gombrowicza - "Biesiada u hrabiny Kotłu-baj" i "Zbrodnia z premedytacją". Spektakl "Biesiada z premedytacją" wyreżyserował Piotr Warszawski, a kostiumy zaprojektował Tomasz Ossoliński, jeden z najbardziej wziętych stylistów mody. Przedstawienie zostało zaproszone do udziału w VI Międzynarodowym Festiwalu Gombrowiczowskim w Radomiu.

2004 rok to rok prapremiery adaptacji powieści Janoscha "Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny", której dokonał Robert Talarczyk. "Cholonek" w reżyserii Talarczyka i Neinerta, ze scenografią i kostiumami Ewy Sataleckiej okazał się przebojem dwudziestolecia "Korczu", a także jednym ze zwycięzców plebiscytu "Gazety Wyborczej" na najważniejsze wydarzenie ostatniego dwudziestolecia w województwie śląskim.

Zachwycony Kazimierz Kutz pisał tuż po premierze na łamach "Gazety Wyborczej": "W siedzibie dawnego December Palące miał miejsce teatralny cud, bo tak należy nazwać przedstawienie Teatru Korez. Nazywa się >Cholonek< i jest adaptacją arcydzieła Janoscha." "Cholonek" stał się najlepszym spektaklem roku 2004, a druga Złota Maska trafiła w ręce Grażyny Bułki, aktorki Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, w "Cholonku" grającą gościnnie rolę Świętkowej, a Robert Talarczyk otrzymał nagrodę specjalną w konkursie Złotych Masek za kreatywność i wszechstronność. Trzy miesiące po rozdaniu Złotych Masek "Cholonka" zobaczył jego autor, Janosach, który przyjechał odwiedzić Śląsk i rodzinne Zabrze. Podczas przedstawienia śmiał się do rozpuku, a gdy nastał finał - wzruszył się jak dziecko. Jak rzymski cesarz podniósł kciuk do góry, a potem wyszedł na scenę i wyściskał aktorów.

"Cholonek" rozpoczął triumfalny marsz przez Polskę. Zdobył m. in. Perłę Sąsiadów na III Festiwalu Teatrów Europy Środkowej "Sąsiedzi" w Lublinie. Był grany także w Niemczech, a widownia w Stuttgardzie... płakała ze wzruszenia. Gdziekolwiek "Cholonek" był grany, zawsze miał komplet na widowni. Był m.in. pokazywany w war-

szawskim Teatrze na Woli w ramach cyklu "A to Polska właśnie", we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, na 80. urodzinach Kazimierza Kutza w chorzowskiej Rozrywce, na PostSoc Festiwal w Teatrze Ludowym w Krakowie - Nowej Hucie. A w katowickiej siedzibie Korczu trzeba na wiele miesięcy wcześniej rezerwować nań bilety, takie tłumy chcą obejrzeć dzieje zabrzańskich Świętków i ich sąsiadów.

Po triumfie "Cholonka" Korez spróbował współpracy z krakowskim Teatrem Ludowym. W 2005 roku w koprodukcji przygotowano spektakl "Dymitr Samozwaniec". Była to pierwsza w repertuarze "Korczu" klasyczna pozycja, przygotowana przez Piotra Szalszę w oparciu o niedokończony tekst Fryderyka Schillera, a grana także na krakowskiej Scenie pod Ratuszem. Do grona korezowskich aktorów dołączyli: Jagoda Pietruszkówna, Katarzyna Tlałka, Stanisław Berny, Hubert Bronicki i Piotr Piecha.

Rok później na scenę Korczu trafiła sztuka "Mecz", którą wyreżyserował na podstawie dramatu Barryego Keef-fe\'a "Bądź mi opoką" Maciej Ferlak. Na scenie pojawili się Hubert Bronicki, Piotr Rybak i Ireneusz Załóg. Sztuka poruszała bardzo aktualny temat - zachowania się kibiców w czasie rozgrywek sportowych, analizowała problem rodzenia się agresji i stosowania przemocy na trybunach. Została przygotowana wyczekiwaniu na kolejne Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, a na afiszu teatru jest do dziś. Na marginesie muszę dodać, że jest to jedyna produkcja Teatru Korez, w jakiej nie wystąpił jego szef- Mirosław Neinert.

Komety i gwiazdy

2009 rok to kolejny sukces Teatru Korez i jego filarów: Mirosława Neinerta, Roberta Talarczyka i Elżbiety Okupskiej. Spektakl "Kometa, czyli ten okrutny XX wiek", oparty na tekstach piosenek czeskiego barda, Jaromira Nohavicy, poszerzył grono korezowych wykonawców o Iwonę Loranc, aktorkę Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, zwyciężczynię Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Rok po premierze, wśród widzów spektaklu, był również sam Jarosław Nohavica, który po przedstawieniu powiedział: "Kiedyś w Polce zasiałem ziarno, z którego wyrosły piękne polskie kwiaty".

Koniec roku 2007 okazał się równie mocny. Korez zaproponował monodram w wykonaniu Mirosława Neinerta, zatytułowany "Kolega Mela Gibsona", a napisany specjalnie dla szefa Korczu przez Tomasza Jachimka i wyreżyserowany przez Waldemara Patlewicza. Mirek Neinert za rolę w spektaklu "Kometa" i za postać aktora Feliksa Rzepki w monodramie "Kolega Mela Gibsona" oraz Ewa Satalecka za wizualną oprawę "Komety" otrzymali Złotą Maskę. Neinert do wielu swoich laurów dołączył też główną nagrodę VI Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramów Współczesnych w Warszawie, Grand Prix XVI Międzynarodowego Festiwalu Zderzenie w Kłodzku, główną nagrodę XII Festiwalu Komedii TALIA.

Grono aktorów korezowych rok temu powiększyło się o Marię Meyer, niekwestionowaną gwiazdkę chorzowskiego Teatru Rozrywki i Ewę Leśniak, znakomitą aktorkę Teatru Śląskiego w Katowicach. Razem z reżyserem Piotrem Szalszą i kolegami Barbarą Lu-bos-Święs i Dariuszem Niebudkiem przygotowali kolejną premierę Teatru "Korez" - "Dietrich i Leander", o dwóch wielkich artystkach niemieckich Marlenie Dietrich i Zarah Leander. "Korez" spektakl ten prezentował też przed publicznością wiedeńską.

Korez nie ma stałego zespołu, choć wyraźnie można określić, kto stanowi jego spiritus movens, kto tworzy trzon trupy. Są w nim gwiazdy i były komety, które rozbłysły, a teraz świecą na innych firmamentach. Większość - niezależnie od tego, w ilu przedstawieniach wystąpiła, ile spektakli stworzyła - pozostaje w przyjaźni.

Najnowsza propozycja "Korczu" to angielska sztuka "Dwa" dla dwojga aktorów - Grażyny Bułki i Mirka Neinerta. Jej autorem jest Jim Cartwright, a spektakl, będący mieszanką tragikomiczną o relacjach damsko-męskich z mocnym finałem, wyreżyserował Robert Talarczyk. I ten ostatni tytuł jest wzorcowy dla Teatru Korez. To teatr, który odkrył genialną formułę i dzięki jej konsekwentnemu stosowaniu odniósł sukces artystyczny i frekwen-cyjny. Bo teatr musi ludzi rozśmieszyć i wzruszyć. Korez to potrafi robić w sposób perfekcyjny.

16 premier w ciągu dwudziestu lat. Może ktoś powie, że to niedużo. To prawda. Jednak wyprodukowanie każdej z nich to wielki wysiłek dla prywatnego teatru.. - Na pewno nie ma równości między teatrami państwowymi a prywatnymi. Robię teatr, który w mieście istnieje od wielu lat, ale nie mogę - jako teatr prywatny - wystąpić do miasta, by dało mi pieniądze na przygotowanie spektaklu. Może to zrobić namówione przeze mnie stowarzyszenie czy też fundacja, a urzędnik decyduje czy przyzna dotację czy też nie. Ten mechanizm rodzi ciekawe rzeczy. Właściwie to może ktoś założyć fundację po to, by występować o kasę, i przy tej okazji ileś tam - za tę usługę - brać dla siebie. To nie jest zdrowa sytuacja - mówił całkiem niedawno Mirosław Neinert podczas dyskusji o kondycji aktora i teatru, jaką zorganizował miesięcznik "Śląsk". Taki sposób pozyskiwania środków na produkcję nowych premier wydłuża procedurę i podwyższa koszty, bo pośrednik też musi przecież zarobić.

W takim kontekście 16 premier w ciągu dwudziestu lat to niekwestionowany sukces. Trzeba podkreślić, że niemal wszystkie propozycje Korczu były wydarzeniami, większość z nich nadal jest w repertuarze tego teatru. To spektakle, do których publiczność wraca po kilka razy.

Co tłumaczy fenomen Korezu? Jeden z internautów napisał: "Korez to żywioł, Korez to humor, Korez to świadomie dobierany i ambitny repertuar, Korez to po prostu grupa ludzi z talentem i wyobraźnią".



Danuta Lubina-Cipinska
Śląsk
15 września 2010