Klasyka w wysmakowanym wydaniu

„Wesele" Stanisława Wyspiańskiego jest dramatem wpisującym się w kanon polskiej dramaturgii. Przez wielu jest okrzyknięta najważniejszym tekstem polskiej literatury, napisanym w dwudziestym wieku. Kolejną sceniczną prezentację tego wspaniałego tekstu przygotował Igor Gorzkowski w Teatrze Polskim w Bielsku Białej.

Przedstawienie rozpoczyna się od tanecznego korowodu uczestników wesela. Scena ta rozpoczyna się nagle, bez zapowiedzi. Głośna weselna muzyka i tłum gości, na czele z parą młodą, wylewa się zza kulis wartkim strumieniem. Wszyscy wbiegają wprost na ogromny stół, który w tym momencie staje się parkietem do tańca. Ten prosty element scenografii staje się oddzielnym pomieszczeniem, w którym toczy się akcja. Stanowi on też centrum zdarzeń w pierwszym akcie spektaklu.

Już ta pierwsza scena uświadamia wyraźne podziały pomiędzy krakowską inteligencją oraz mieszkańcami wsi. Mimo tego, że ślub młodego mieszczanina z chłopką ma połączyć odrębne światy, staje się tymczasem doskonałym obrazem dzielących je różnic. Gospodarze ubrani są w tradycyjne stroje. Kobiety mają na szyi korale, ludowe suknie i zakryte chustami włosy. Mężczyźni natomiast płaszcze i czapki z pawimi piórami. Podział jest bardzo wyraźny. Od gości odróżniają się także młodzi małżonkowie - oboje są ubrani w białe stroje. Biel stanowi nawiązanie do czystych intencji oraz młodzieńczej niewinności. Natomiast w opozycji do nich pozostają krakowiacy w bogatych i barwnych pełnych ludowego przepychu strojach.

Kiedy dwie lub trzy osoby prowadzą dialog, jedynie oni znajdują się na scenie. Reszta stanowi rozśpiewany tłum weselników, który od czasu do czasu przez nią przebiega, zabierając lub zostawiając kolejnych protagonistów. Nadaje to spektaklowi lekkość i dynamikę. Jako widz nie miałem czasu się nudzić, a czasem przydługie i nużące dialogi nie przeszkadzały mi. Ten taneczno - muzyczny przerywnik nadawał tempa, a kolejne wątki przechodziły płynnie.

Ku ogromnemu zaskoczeniu reżyser ubrał postaci Chochoła, Widma, Stańczyka, jak i innych zjaw w osobę Jadwigi Grygierczyk. Była ona wspaniała w swoich licznych kreacjach. Stała się ona obrazem zbioru dziwów. Wyróżniała się ona na tle pozostałego zespołu bielskiej sceny. Po raz pierwszy pojawia się ona jako Chochoł. Zaskoczyło mnie, że jest nim drobnej postury kobieta ubrana we współczesny prosty, czarny garnitur. Subtelnym elementem, który pokazuje, kim naprawdę jest, to gest wyrzucania z kieszeni marynarki słomy. Za sprawą stroju jej postać jest pozbawiona płci. Trudno określić, czy jest to kobieta przebrana za mężczyznę, czy może mężczyzna w kobiecym ciele. Pozbawienie atrybutów jednej, czy drugiej płci pozwala jeszcze bardziej uwierzyć w tę postać. Jest po prostu naczyniem, które kolejne zjawy mogą napełnić, aby odegrać swoją rolę w spektaklu.

Poza Jadwigą Grygierczyk moją szczególną uwagę zwracają Dominika Handzlik (Panna Młoda) oraz Daria Polasik-Bułka. Handzlik udało się stworzyć postać prostej, wiejskiej dziewczyny, która jest dziecinnie naiwna. Jednak w miarę, jak mija czas wesela, stara się coraz bardziej oddalić się od swoich wiejskich przywar pochodzenia. Zmienia się jej akcent, jak i podejście do reszty rodziny. Oddala się i staje bardziej miejska.

Podobnie Daria Polasik-Bułka, wyróżnia się spośród tłumu. Jest to zupełnie inna Rachel, niż kreacja Mai Komorowskiej z filmowej adaptacji tekstu Wyspiańskiego w reżyserii Andrzeja Wajdy z 1972 r. którą wiele osób zapewne ma w swojej pamięci. Jakże inna jest ta postać z twarzą Polasik-Bułki. Nie jest to osoba pełna artystycznej ekstazy, czy wamp przyciągający męskie spojrzenia. Jest raczej tajemnicza, cicha i wycofana, ale również i intrygująca. Epatuje delikatnością i tajemnicą. Nie nadinterpretuje swojej bohaterki, dzięki temu tworzy bardzo ciekawą postać, wartą uwagi.

Wykorzystanie całego zespołu Teatru Polskiego było reżyserskim wyzwaniem, któremu jednak Igor Gorzkowski sprostał. Nie sposób opisać w tym miejscu wszystkich postaci oraz zastosowanych środków wyrazu, jednak należy podkreślić, że „Wesele" przez niego przygotowane jest dobrym spektaklem. Nie brakuje tutaj ludowej muzyki (odpowiedzialny za nią był Zbigniew Kozub) oraz pełnych folkloru kostiumów (Magdalena Dąbrowska). Dzięki czemu spektakl w ogólnym przekazie jest zrozumiały. Skonstruowany klasycznie, co tylko stanowi niepodważalną jego zaletę.



Paweł Kluszczyński
Dziennik Teatralny Katowice
22 czerwca 2019
Spektakle
Wesele
Portrety
Igor Gorzowski