Nawet czarownice zawodzą

Po pierwszym świetnym i drugim słabym, trzeci, przedostatni odcinek teatralnego miniserialu Strzępki i Demirskiego jest powrotem do świetnej formy duetu.

Absurd i surrealizm płynnie łączą się z całkiem poważnymi pytaniami o stan demokracji i przyszłość Polski. Przypomnijmy, że w poprzednich odcinkach kraj nawiedziła katastrofa: z nieznanej przyczyny wymarła nam cała władza ustawodawcza. Państwo wygląda jak z opisu ministra Sienkiewicza: "...i kamieni kupa", co na żywo relacjonują niezmordowane media. Na ziemię zstępuje Jezus (Dobromir Dymecki) i zabiera się do bezlitosnego karania grzeszników, z ateistami na czele. Tymczasem z lochów Watykanu uwalnia się Zły. A potem dusze części zmarłych polityków znajdują schronienie w ciałach żywych, tworząc komiczno-przerażające hybrydy. Monika Olejnik i posłanka Krystyna Pawłowicz walczą o głos w ciele Anny Kłos-Kleszczewskiej, a marszałek Sejmu, obecnie w formie wielkiego psiska, ujada z mównicy. Na robiące ostatnio karierę pytanie "kto stoi za tą aferą" Strzępka i Demirski odpowiadają: czarownice. Pod wodzą Maman (Klara Bielawka) zamierzają cofnąć Polskę z drogi pseudodemokracji i czczych obietnic składanych ludziom przez schyłkowy kapitalizm na utartą i niczego nieudającą ścieżkę feudalizmu. Bez nawoływań do samorealizacji - nie do wykonania, bez bajek o awansie społecznym jako nagrodzie za ciężką pracę i bez frustracji, będącej efektem nieprzystawalności ideologii do rzeczywistości. Jednak w Polsce nawet czarownice zawodzą...



Aneta Kyzioł
Polityka
10 lipca 2014