Ojciec odchodzi

Europa się starzeje. Po raz kolejny na afiszu stołecznego teatru pojawia się sztuka traktująca o demencji. Na deskach Ateneum grany jest "Ojciec" Floriana Zellera, gdzie z procesem starczej degradacji zmaga się tytułowy bohater (Marian Opania).

Scena przedstawia sterylne wnętrze, w którym z boku stoi fotel okupowany przez Ojca, bliżej centrum są stół i krzesła, w tle widać fragment kuchni i korytarz. Z czasem meble zaczynają znikać, tak jak kurczy się pamięć Ojca, z coraz większym trudem odróżniającego rzeczywistość od majaków. Obserwujemy w napięciu, jak bohater traci orientację w świecie, jak kurczy się jego zdolność rozpoznawania osób i miejsca. Sprawia to ból jego otoczeniu, a zwłaszcza kochającej córce (Magdalena Schejbal), zabiegającej o stworzenie staremu ojcu bezpiecznych warunków egzystencji. Staje się to jednak coraz mniej możliwe. Marian Opania z biegłością mistrza ukazuje stopniowy zanik umiejętności poznawczych, pojawiające się poczucie zagrożenia i trwogi, a na koniec dojmującej tęsknoty za utraconym bezpieczeństwem. Postać, którą buduje aktor, tchnie prawdą. We wcześniejszej fazie choroby, kiedy bohaterowi zdarzają się chwile, w których panuje nad sytuacją, potrafi tworzyć rozmaite drobne intrygi, sypać komplementami albo zadziwiać dociekliwością. Wciąż poszukuje zegarka i czyni z tego ceremonię. Z czasem pogrąża się bezpowrotnie w mrokach niepamięci. Bezradny, zagubiony, tragiczny w swojej bezbronności budzi żywe współczucie i lęk.



Tomasz Miłkowski
Przegląd
10 maja 2017
Spektakle
Ojciec