Czerwony Kapturek i inni w rytmie hip-hopu

Bajki Jana Brzechwy w nowoczesnym wydaniu w przedstawieniu "Bajki samograjki" w Teatrze Lalek Pleciuga.

Przedstawienie pod wieloma względami jest dość typowe dla reżyserki. Anna Augustynowicz przyzwyczaiła widzów do oszczędnej, choć nie ubogiej, scenografii (Marek Braun). W "Bajkach samograjkach", podzielonych na trzy części, bodaj najbardziej wyraziste są elementy scenografii w "Czerwonym Kapturku". Dominuje kolor czerwony w takich elementach jak torebka babci, okulary złego wilka czy jego skórzane rękawiczki, nasuwające złe skojarzenia co do intencji obłudnego zwierzaka. Podobnie dzieje się w "Kopciuszku", gdzie aktorzy przypominają lalki posługujące się gestami i mimiką.

Podobała mi się adaptacja wiersza Jana Brzechwy "Na straganie", która zamyka i otwiera spektakl. Jak bajki, opowiadane i słuchane wciąż od nowa, które tak naprawdę nigdy się nie kończą. Aktorzy w czarnych i biało-czarnych strojach (kostiumy Wanda Kowalska) posługują się swoistym językiem migowym. Przypominają klasę pełną rozdokazywanych uczniów z nauczycielką na czele. Gesty aktorów-warzyw są prześmieszne, a przede wszystkim zrozumiałe dla widza. Także tego najmłodszego.

Ważnym elementem w spektaklu jest muzyka (Jacek Wierzchowski), wykonywana także na żywo przez aktorów Pleciugi. Nic to nowego w tym teatrze - mali widzowie są przyzwyczajeni do prostych instrumentów w rękach ich ulubionych aktorów. Tak się dzieje w "Bajkach samograjkach". Aktorzy posługują się prostymi instrumentami perkusyjnymi, ale także - gitarą basową.



Ewa Koszur
Głos Szczeciński
20 listopada 2013
Spektakle
Bajki samograjki