Jaki jest Teatr Wybrzeże Adama Orzechowskiego?

Zmiana była konieczna

Cokolwiek było kiedyś, na pewno było lepsze niż jest dzisiaj. Lepszy był świat w neolicie, bo nie było pieniędzy, w starożytności, bo nie było spalin, przed zaborami, bo Polska była bardziej polska, przed II wojną światową, bo ludzie wtedy byli inni, w czasach PRL, bo żyło się prościej, ale bardziej ze sobą. Teatr Wybrzeże za Nowaka też był podobno lepszy, szczęśliwszy i bardziej twórczy. Polacy uwielbiają narzekać na teraźniejszość i idealizować coś co odeszło i nigdy nie wróci.

Kiedy Adam Orzechowski przyjechał do Gdańska, by objąć dowodzenie w Teatrze Wybrzeże, statek tonął. Placówka nie tylko tonęła w długach. Od wielu lat niemodernizowany budynek przestał spełniać wymogi współczesnego teatru, a przedstawienia były przesycone treściami politycznymi. „Młynek do kawy” - jak dawniej nazywano to miejsce - na Targu Węglowym przestał być miejscem dla ludzi, zwyczajnych widzów. Nadęty do granic możliwości klimat roztaczający się wokół skutecznie odstraszał, widownie pustoszały. Zmiana była konieczna. Od zarania dziejów bowiem to teatr jest dla widza, a nie odwrotnie. Przy okazji warto przypomnieć, że gdyby sprawa dotyczyła prywatnego niewielkiego teatrzyku, nie byłoby sprawy. Obiekt zainteresowań jest jednak jedną z najważniejszych scen w Polsce.

Zadowolenie widzów wymierną pracy

Od momentu, kiedy ster przejął Adam Orzechowski, mamy za sobą 20 premier. Lista wciąż rośnie. Każdego miesiąca na trzech scenach (Dużej, Malarni i Kameralnej) wystawia się przedstawienia około czterdzieści razy. To dużo. Jeśli opłaca się wystawiać sztuki tak często, oznacza to, że jest widownia. Po zmianie repertuaru przynajmniej dwukrotnie zwiększyła się liczba sprzedawanych biletów - widzowie wrócili. Przeczy to teoriom, że nowy dyrektor miał pozbawić Wybrzeże wszystkich wartościowych, by wprowadzić znacznie słabsze przedstawienia. Nowy repertuar ma wady, na niektóre przedstawienia chciałoby się zarzucić kurtynę zapomnienia. Trudno jednak deklasować wszystkie spektakle, które są w repertuarze. Warto przypomnieć także, że w ostatnim czasie na wyraźną prośbę widzów zatrzymano na afiszu „Matkę” Grzegorza Wiśniewskiego. Czy w teatrze, do którego nikt nie chodzi, widzowie mają prawo sugerować co chcieliby oglądać? Nie sądzę.

Stojąc przy kasie w teatrze często można usłyszeć pytanie „A co jest zabawne?”. Jest wyraźne zapotrzebowanie na spektakle, podczas których można się także pośmiać. Wbrew temu, co twierdzą teatrolodzy, bywalcami w tym miejscu są także ci, którzy chcą zapomnieć na chwilę o szarości dnia codziennego. Teatr nie ma dla nich wybitnej ideologii, jest alternatywą dla kina. Dla nich przygotowano „Dar z nieba”, „Miasteczko G.”, „Zwyczajne szaleństwa” czy ostatnio „Poskromienie złośnicy”. Trudno w tych spektaklach odnaleźć coś wyjątkowego. Nawet w Szekspirze Szymona Kaczmarka brak tak naprawdę najbardziej Szekspira. Mimo to jednak skoro jest widownia, najwyraźniej jest zapotrzebowanie na takie spektakle. Kiedy na „Lillę Wenedę” Wiktora Rubina przestano przychodzić, po prostu ją zdjęto.

Do inwestycji potrzebne są środki

Jednym z efektów działań nowego dyrektora było spłacenie długów teatru w wysokości 700 tysięcy złotych. Nie trzeba być wybitnym ekonomistą, by domyślić się, że skoro wyciąga się instytucję z problemów finansowych, nie można dokonywać zbyt wielu inwestycji. Każdą złotówkę trzeba kilka razy oglądać nim się ją wyda. Trudno w takich okolicznościach oczekiwać wielu wysokobudżetowych produkcji na deskach teatru. Tym bardziej, że każdego dnia trzeba borykać się z takimi problemami jak przeciekający dach, słaba instalacja elektryczna i inne. Nie świadczy to oczywiście o tym, że nie można zrobić dobrego przedstawienia. Wprost przeciwnie.

Adam Orzechowski może drażnić światek artystyczny tym, że mocno stoi na ziemi. Nie buja w obłokach jak poprzedni dyrektor. Jest nie tylko artystą, ale i managerem. Niekończące się porównywanie Orzechowskiego a to do Weiss-Grzesińskiego, a to do Villqista jest pozbawione sensu. Wszyscy trzej dyrektorzy artystyczni trójmiejskich scen pracują w odmiennych warunkach. Zatem eskalowanie nienaturalnej rywalizacji między Teatrem Miejskim, Operą Bałtycką a Teatrem Wybrzeże wydaje się być bezsensowne. Nie widzę powodu, dla którego istniałaby potrzeba tworzenia napięć w trójmiejskim światku kulturalnym. Każdy z wymienionych dyrektorów ma odmienne warunki pracy, widownię, oczekiwania, pomysł na swoją placówkę.

Żywot artysty to życie wędrowca

Analizowanie odejścia pewnej grupy aktorów i przybycia nowych jest równie absurdalne. Aktorstwo to zawód tułaczy, zmieniających miejsce pracy w zależności od różnych czynników. Trudno poddawać ocenie fakt, że dla kogoś miejsca w zespole nie było, podczas gdy po wyjeździe z Gdańska, to natychmiast zrobił karierę. W każdym zespole teatralnym muszą być różni aktorzy o odmiennej aparycji, zdolnościach, warunkach. Dlatego dobrze, że przyjechali tu między innymi Krystian Wieczorek (którego warto było tu sprowadzić choćby po to, by zagrał Jana Brońskiego w „Blaszanym bębenku”), Justyna Bartoszewicz (wyjątkowo uzdolniona młoda aktorka, której talent ze spektaklu na spektakl rozkwita jak pączek róży) czy Marek Tynda (który zostawił po sobie w Bydgoszczy zasmuconych jego odejściem fanów).

Odejście Pawła Demirskiego w 2006 roku z Teatru było znakiem solidarności z Maciejem Nowakiem. Dramaturg złożył dymisję jeszcze przed przyjazdem Orzechowskiego. Niektórzy reżyserzy, którzy sympatyzują z Nowakiem nie chcą współpracy z Orzechowskim, inni zwyczajnie nastawili się na nowe wyzwania i ich nieobecność na wybrzeżu nie jest podyktowana żadnymi sympatiami bądź antypatiami personalnymi. Można by bez końca dywagować o tym, dlaczego wkrótce zobaczymy spektakle Wiśniewskiego, Nalepy i Augustynowicz, nie zaś Klaty, Majewskiego i Jarzyny. Ilu reżyserów, tyle możliwości.

Niekiedy Orzechowski podejmował też decyzje niemal rozpaczliwe, takie jak odebranie reżyserom ich spektakli - bo nie potrafili oni wywiązać się z umowy. Kiedy na kilkanaście dni przed premiera aktorzy, którzy zostali zaangażowani do spektaklu „Więzienie powszechne”, poinformowali go, że nie są w stanie pracować z reżyserem Tomaszem Gawronem, naturalne jest, że poczyniono radykalne kroki. Również w przypadku „Portretu Doriana Graya” i Bogny Podbielskiej trudno podejrzewać Orzechowskiego o złe zamiary. Tyle, że tu na poprawki było zaledwie pięć dni, więc pracowali wszyscy. Jest taka zasada w teatrach, że jeśli reżyser się nie wywiązuje i dyrektor artystyczny jest zmuszony odsunąć go od pracy (bo albo nie pracuje zgodnie z planem, albo aktorzy się skarżą, albo po prostu sobie nie radzi), na afiszu pojawia się nazwisko reżysera. W przypadku „Portretu Doriana Graya” pojawił się zespół, ale świadczyć to może jedynie o tym, że Orzechowski nie nadużywa swojej pozycji i w ten sposób podkreślił, że doprowadzenie spektaklu do premiery to efekt pracy wielu osób.

Młodzi są przyszłością również w teatrze

To, co świadczy bardzo na korzyść polityki Orzechowskiego to fakt, że Wybrzeże stało się miejscem przyjaznym dla młodych twórców. Niewiele osób jest tak otwartych na tę grupę twórców, która dopiero wchodzi do gry. Efektem tego jest choćby obsypane nagrodami „Spalenie matki” Michała Kotańskiego czy cykl spektakli „zerojedynkowych” mający szczególne miejsce w tym sezonie artystycznym. Dawno temu w Teatrze Wybrzeże stawiał pierwsze kroki młody reżyser Andrzej Wajda. Wtedy też był tylko debiutantem, a jego „Kapelusz pełen deszczu” Michaela Vincennte Gazzo także budził obawy i kontrowersje. Ktoś jednak dał mu możliwości i instrumenty, czego owocem był spektakl, który dziś jest legendą.

Najłatwiej jest krytykować na oślep

W ciągu dwóch sezonów artystycznych spłacono długi, odpolityczniono scenę, rozpoczęto remonty, przygotowano długofalowy plan modernizacji teatru. Zaprezentowano także kilka naprawdę dobrych spektakli. Publiczność szczególnie gromkimi brawami nagradzała „Spalenie matki”, „Farsę z Walworth”, „Słodkiego ptaka młodości”. „Grupę Laokoona” i „Blaszany bębenek”. Oczywiście pojawiło się też mnóstwo problemów, ujawniło się mnóstwo usterek technicznych w Teatrze, kilka spektakli okazało się klęskami.

Adam Orzechowski jest obiektem nieustannych plotek i obserwacji. Wciąż styka się z absurdalnymi pomówieniami, jest bez przerwy „na językach”. Można niekiedy odnieść wrażenie, że cokolwiek zrobi i tak będzie przez pewną grupę krytykowany. Potęgę paranoi pokazał wyraźnie przypadek z grudnia, kiedy to nastąpił spadek napięcia podczas trwania spektaklu „Sarmacja” Pawła Huellego. Awaria w trakcie spektaklu (usunięta po kwadransie) sprawiła, że padły pytania czy Orzechowski zgotował sabotaż. Sugerowano wręcz, że to dyrektor we własnej osobie poprzecinał kable, w wyniku czego nastąpiła przerwa w przedstawieniu. Warto tu nadmienić, że Paweł Huelle w 2006 roku sprawiał wrażenie niemal pewnego faktu, że to on obejmie rządy w Teatrze Wybrzeże po Macieju Nowaku. Nie krył rozczarowania, kiedy wybór padł na Orzechowskiego.

Aby dostrzec, trzeba chcieć

Teatr nie jest rzeczą. To żywa materia, mająca swój własny puls. Zadaniem recenzenta jest subiektywne opisywanie spektaklu, popierając swoje zdanie argumentami. Nie ma on prawa narzucać nikomu własnej opinii, może jedynie opisać swój punkt widzenia. Trudno więc pisać o spektaklach jak o wskaźnikach giełdowych. Wśród scenariuszy, scenografii i kostiumów warto też zobaczyć ludzi. Tych, których sercami żyje to miejsce.

Pod koniec stycznia Adam Orzechowski podczas wywiadu na pytanie „czy bycie dyrektorem Teatru Wybrzeże to walka?” odpowiedział:

- Nie walczę z nikim. Otoczka niezdrowej sensacji, jaka narosła wokół Teatru Wybrzeże sprawia, że wiele osób, takie mam wrażenie, jakby chciało dobić to miejsce. Ogromny ładunek negatywnych emocji, aprioryczne przekonanie, że wszystko co się tu robi, jest złe nie wpływa na nas oczywiście wyłącznie pozytywnie, ale jakoś tam ładuje także nasze akumulatory. Nie jestem w stanie sprawić, że wszyscy będą zadowoleni, ale chciałbym by dostrzegano pozytywne zmiany, jakie zachodzą w tym miejscu. Smuci mnie oczywiście, kiedy odkrywam, że są dziennikarze, którzy o Teatrze Wybrzeże piszą tylko źle. Kiedy odnosimy sukces, milczą. Chyba nawet im współczuję, bo zalew żółci bywa szkodliwy. Dlatego to, czego bym sobie (i Im) najbardziej życzył to odrobiny życzliwości.*

Ktoś mi kiedyś powiedział, że aby osiągnąć sukces w pracy w grupie trzeba zaufać temu, który dowodzi. Sądzę, że dziś, kiedy Teatr Wybrzeże po latach wychodzi na prostą, warto dać kredyt zaufania Adamowi Orzechowskiemu i nie skreślać go w połowie jego pierwszej kadencji w teatrze na Targu Węglowym.

Tekst jest odpowiedzią na artykuł Mirosława Barana "Wybrzeże. Wiele hałasu o nic" w GW
* Wywiad Natalii Klimczak z Adamem Orzechowskim w wortalu Dziennik Teatralny

***artykuł ukazał się również w portalu www.wiadomości24.pl

Natalia Klimczak
Dziennik Teatralny Gdańsk
14 lutego 2009
Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92
Portrety
Adam Orzechowski
Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92 Notice: Undefined index: id in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/modules/default/views/scripts/article/details.phtml on line 92
Notice: Undefined index: banner4 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 121 Notice: Undefined index: banner5 in /var/zpanel/hostdata/zadmin/public_html/kreatywna-fabryka_pl/public/nowa_grafika/Application/layouts/scripts/layout.phtml on line 124

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia